Tydzień po powszechnych testach na COVID na Orawie. To chyba zadziałało!

Słowacja zagrała va banque – rząd Igora Matoviča zdecydował się na radykalne uderzenie w wirusa poprzez kombinację powszechnego testowania wszystkich obywateli i lockdownu. W ubiegły weekend odbyło się testowanie w czterech najbardziej zainfekowanych powiatach – trzech orawskich (Twardoszyn, Namestovo, Dolny Kubin) i w powiecie bardejowskim. W najbliższy weekend powszechne testowanie obejmie cały kraj. Orawiacy, którzy wcześniej zostali oznaczeni na całej Słowacji jako „źródło wszelkiego zła i zarazy”, publikują wyniki aktualnych map nowych dziennych przypadków koronawirusa. Oczywiście za wcześnie na jednoznaczne oceny, za mało danych, za dużo możliwych błędów i niepewności pomiaru. Pierwsze dane są jednak optymistyczne – jeżeli się potwierdzą, oznacza to, że powszechne testowanie połączone z lockdownem zahamowało wzrost epidemii i było słuszną decyzją.




Oficjalne dane dotyczące nowych przypadków zakażeń na Orawie wyraźnie odróżniają się od sąsiednich powiatów i reszty kraju. Jeszcze 2-3 tygodnie temu Orawa była odsądzana od czci i wiary, ludzie się tego regionu po prostu bali, statystyki zakażeń były dużo większe, niż w innych słowackich powiatach. Dlatego właśnie to Orawa jako pierwsza została zakwalifikowana do powszechnych testów, o których pisaliśmy w poprzednich artykułach na naszym portalu. Czyżby to zadziałało?

Zobaczymy. Są też opinie, że to tylko krótkotrwały efekt. Powszechne testy nie są super dokładne, mogą dawać fałszywe wyniki. Sporo ludzi obawia się, że mamy teraz 2-3 tygodniowy okres kiedy danym nie do końca można ufać, bo część osób może mieć negatywny wynik i myśleć, że są zdrowi, a faktycznie są zarażeni wirusem i przechodzą go bezobjawowo. Fakt iż dopiero co było powszechne testowanie siłą rzeczy istotnie zmniejszył ilość testów w tradycyjnej procedurze. Niektórzy Słowacy tym tłumaczą niski wynik nowych zakażonych w trzech orawskich powiatach (okresach), wskazując na to, że jest to tylko tymczasowe i niemiarodajne. Tym niemniej, może to być też pierwsza jaskółka zmian, ograniczenia skali koronawirusa, dowodu na to, że te ostre działania zaczynają przynosić skutki.

W najbliższą sobotę i niedzielę (31 października i 1 listopada) odbędzie się drugi etap powszechnego testowania – obejmujący już całą Słowację. Powtórka tydzień później.

Co do zaprowadzonych przez rząd Igora Matoviča rozwiązań jest wiele głosów krytyki. Że nie te testy, że to działanie pozorowane. Skala napięcia politycznego jest jednak o rząd wielkości niższa, niż w Polsce.

Słowacja podjęła naprawdę odważne, nietuzinkowe działania. Powszechne testowanie połączone z lockdownem nie było jeszcze wprowadzone w innych krajach Europy, Słowacja jest prekursorem, tą drogą szły dotychczas niemal jedynie kraje azjatyckie – ale to inne realia, inna mentalność. Jest spore ryzyko, że słowacki eksperyment się nie powiedzie. Co wtedy? W sumie nic gorzej niż gdyby go nie zastosować.

Może jednak być też tak, że już pod koniec listopada Słowacja poradzi sobie z wirusem zmniejszając poziomy zachorowań do tych które obserwowaliśmy w lecie – i to w momencie, gdy Polska, Czechy i Ukraina nie będą sobie z wirusem radzić. Brakuje koordynacji i współpracy polsko-słowackiej. Słowacja przeprowadziła w kwestii walki z wirusem akcję niewyobrażalną, która może się okazać albo spektakularnym sukcesem, albo ogromnym rozczarowaniem. W obu przypadkach w tym wszystkim powinni uczestniczyć polscy specjaliści, samorządowcy, radni, politycy, urzędnicy – obserwować, uczyć się, być w kontakcie. Tego nie ma. Współpraca polsko-słowacka nie istnieje. Nawet w tak ważnym temacie.

Jakub Łoginow

Czytaj też wcześniejsze artykuły na ten temat:




Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *