Współpraca małopolsko-słowacka: urzędnicy nie wiedzą jak, ale krępują się zapytać [KOMENTARZ]

Obecna kadencja samorządu może okazać się przełomem we współpracy Województwa Małopolskiego ze Słowacją. Po raz pierwszy od wielu lat Małopolską rządzą politycy, którzy autentycznie rozumieją potrzebę zacieśniania wzajemnych relacji. Wciąż mamy więc szansę na powstanie w tej kadencji sieci nawet kilkunastu autobusowych linii transgranicznych łączących obie strony Tatr, Pienin i Babiej Góry, na CAŁOROCZNE pociągi Muszyna –Poprad i Kraków – Koszyce, na skuteczne polsko-słowackie działania antysmogowe. Zielone światło ze strony polityków może jednak nie wystarczyć, gdyż urzędnicy Urzędu Marszałkowskiego nie są odpowiednio przeszkoleni z zakresu współpracy polsko-słowackiej. Ten temat ich przeraża i przerasta, nie widzą potrzeby dokształcania w tym kierunku, a co najgorsze – krępują się zapytać osób znających się na rzeczy.




Przykro to pisać, ale jesteśmy bliscy tego, by zmarnować wieloletnie starania wielu środowisk i włożoną w to pracę, a także zawieść oczekiwania mieszkańców i turystów. Przykład pierwszy z biegu, czyli awersja urzędników Departamentu Infrastruktury Drogowej i Transportu do jakiegokolwiek kontaktu ze Słowakami, jest tak niewiarygodny, że nawet w czasach PRL nie było chyba takich absurdów. Otóż jesienią 2019 Urząd Marszałkowski po 7 latach próśb i nacisków społecznych uruchomił w końcu dawno wyczekiwaną autobusową linię transgraniczną Bukowina Tatrzańska – Dolny Kubin. Od października 2019 aż do grudnia 2020 urzędnicy Urzędu Marszałkowskiego nie wpadli jednak na to, by o uruchomieniu samorządowej linii łączącej Małopolskę z Krajem Żylińskim… poinformować kolegów z Żyliny. Za kilkanaście dni popularna linia w obecnym kształcie może przestać istnieć, bo wysłanie zwykłego maila do Żyliny przez ponad rok przerosło małopolskiego urzędnika. Sytuacja jest naprawdę kuriozalna, oznacza zwyczajny brak szacunku dla zaangażowanych w projekt społeczników, a przede wszystkim – dla Małopolan i miłośników gór z obu krajów.

Działalność Urzędu Marszałkowskiego w temacie współpracy polsko-słowackiej obserwuję od roku 2013, a więc mam pewne spostrzeżenia. Problemem nawet nie jest to, że urzędnicy czegoś nie wiedzą – to zrozumiałe, skąd bowiem mają wiedzieć. Osoby zajmujące się współpracą ze słowackim urzędem domyślą się, że słowo úrad znaczy urząd, że autobusová stanica to dworzec autobusowy, a mesto to miasto, bo słowa brzmią podobnie jak w języku polskim. Mają natomiast pełne prawo początkowo nie znać podziału administracyjnego Słowacji, nie znać słowackiej historii, gospodarki i różnych niuansów, wpływających na relacje z Polską. Mają prawo nie wiedzieć od razu, który konkretnie urząd i departament odpowiada na Słowacji za autobusy, a który za smog i jak znaleźć kontakt do osoby, do której należy wysłać maila lub pismo. Ale normalną reakcją w takim przypadku jest po prostu o to zapytać.

Kogo? Możliwości jest mnóstwo. Choćby autora tych słów, do którego urzędnicy Urzędu Marszałkowskiego mają przecież kontakt – mailowy, telefoniczny, facebookowy. Urzędników biura współpracy zagranicznej Urzędu Marszałkowskiego. Czy wreszcie – zadzwonić lub podejść do Konsulatu Generalnego Republiki Słowackiej w Krakowie, albo do Towarzystwa Słowaków w Polsce na św. Filipa. Do Ambasady RP w Bratysławie, Ambasady Słowacji czy Instytutu Słowackiego w Warszawie. Jest XXI wiek, mamy przecież telefony, maile, komunikatory, jesteśmy razem w UE i Schengen, a rozmowy zagraniczne są w cenie krajowych. Jeżeli tak w praktyce ma wyglądać to budowane przez PiS Trójmorze, to ja się naprawdę obawiam, jak w takim razie wyglądają inne projekty.

Wreszcie, cennym źródłem informacji jest również Facebook. Nie chodzi mi absolutnie o to, by urzędnicy w godzinach pracy przesiadywali w celach PRYWATNYCH na Fejsie. W dzisiejszych czasach jest to natomiast normalne narzędzie pracy. Po prostu są tam grupy, na których w takich sytuacjach warto być i poprosić o pomoc, poradę – i praktycznie zawsze się taką pomoc uzyska. Oto niektóre z nich:

Wreszcie, fascynuje mnie, jak bardzo Urząd Marszałkowski koloryzuje rzeczywistość, twierdząc, że współpraca polsko-słowacka przebiega znakomicie. Nie jest tak. Jest konkretny problem polegający na tym, że urzędnicy unikają współpracy ze Słowacją, przeraża ich ona, bo mają za mało wiedzy o Słowacji. Takiej prawdziwej, dogłębnej, a nie tej wyniesionej z wycieczki po Starym Smokowcu i kupieniu lentilek w sklepie. I jest proste rozwiązanie tego problemu: profesjonalne szkolenia, zakup publikacji dotyczących tego kraju, wysłanie chętnych urzędników na kursy języka słowackiego. Moim zdaniem brakuje też jednoznacznego wyznaczenia obowiązków – kto konkretnie w danym departamencie ma w ramach swoich zadań przydzieloną tematykę słowacką i kto go w razie nieobecności zastępuje. Brakuje programów motywacyjnych dla urzędników, którzy byliby zainteresowani dokształcaniem w tematyce słowackiej. Nauczysz się języka i realiów kraju – dostaniesz 300 złotych premii lub nagrodę. Warto też zrobić w urzędzie ankietę, na której każdy mógłby zgłosić, w jakim temacie dotyczącym Słowacji chciałby się dokształcić, co mu przeszkadza we współpracy, w czym jest problem. Rozmawiajmy o tym, bo to konkretne propozycje które mogą bardzo pomóc, zamiast udawać, że jest świetnie.

Mówi się, że urzędnicy tak mają, że wolą szukać wymówek niż coś zrobić, że taka jest specyfika administracji publicznej. Trochę tak, ale nie do końca. Pamiętajmy – urzędnicy są finansowani z naszych podatków i są tu dla nas, podatników, którzy nie oczekują niczego innego, niż po prostu profesjonalne wykonywanie rozpoczętych projektów. Podejmowanie jakiegoś tematu i zaraz potem odkładanie go na kilka lat do szuflady jest po prostu nieuczciwe wobec mieszkańców, którzy mają prawo oczekiwać, że zapoczątkowane projekty zostaną zrealizowane. Gdy będzie trzeba – podpowiemy i w każdym temacie postaramy się pomóc. Wystarczy po prostu zapytać.

Jakub Łoginow

Autor jest specjalistą z zakresu polsko-słowackiej współpracy w dziedzinie transportu, turystyki i ochrony środowiska, dziennikarzem polskich i słowackich mediów, koordynatorem inicjatywy społecznej „Polska – Słowacja – autobusy”, która od 2013 roku działa na rzecz rozwoju publicznego transportu zbiorowego na pograniczu. Powyższy tekst wyraża osobistą opinię autora, opartą o doświadczenia we współpracy z urzędami z obu stron granicy.




Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *