Riemer Park w Monachium – ogromny park na dawnym lotnisku i wzór dla polskich urbanistów oraz konserwatorów zabytków

Monachium ma powierzchnię mniejszą od Krakowa – i kilka parków XXL, czyli takich, których powierzchnia przekracza 100 hektarów (Kraków nie ma ani jednego). Jednym z nich jest powstały kilkanaście lat temu Riemer Park o powierzchni 133 ha, który stanowi doskonały przykład wykorzystania dawnego lotniska z poszanowaniem lotniczej historii i krajobrazu kulturowego tego miejsca. Dla porównania, największym krakowskim parkiem jest Park Lotników Polskich o powierzchni zaledwie 43 ha (kiedyś 60 ha). Co ciekawe, Riemer Park nie jest jedynym parkiem lotniczym w Monachium. Na południu miasta znajduje się drugie historyczne lotnisko przekształcone w ogromny park – mowa o parku Hachinger Tal o powierzchni 126 ha.




Ulubione miejsce wypoczynku z poszanowaniem lotniczej historii

Riemer Park jest położony we wschodniej części miasta, w dzielnicy Messestadt Riem. W pobliżu znajduje się centrum targowe, stacja Messestadt Ost – końcowa stacja jednej z ośmiu linii metra, a także nowe osiedla mieszkaniowe. Co ciekawe, zbudowane inaczej niż w Krakowie – najpierw dokładnie zaplanowano okolicę, wytyczono układ komunikacyjny, żłobki, przedszkola, szkoły i tereny rekreacyjne, a dopiero na tej podstawie zbudowano nową dzielnicę. Na terenie obecnego parku znajdował się port lotniczy München-Riem, funkcjonujący w latach 1939 – 1992. Został zlikwidowany w związku z rozwojem przestrzennym miasta, jednak planiści tworzący na jego terenie nową dzielnicę zadbali o zachowanie lotniczego genius loci w formie parku kulturowego, zachowane są także najważniejsze budynki historycznego lotniska – dawny terminal pasażerski oraz wieża (znajdują się już poza parkiem) .

Riemer Park funkcjonuje również pod nazwą Landschaftspark Riem, czyli Park Krajobrazowy Riem. Mimo sztucznego charakteru, park jest oazą dzikiej przyrody, w tym unikalnych ekosystemów. Swoje schronienie znalazły tu chronione gatunki roślin i zwierząt, w tym m.in. ropuchy. Spotkać tu można również zwierzęta polne, np. zające.

Daj ropuchom szansę!

Park został zaprojektowany przez francuskiego architekta krajobrazu Gillesa Vexlarda, powstał w latach 1997 – 2005 i kosztował 70,5 miliona euro. Jego częścią jest sztuczne jezioro Riemer See o powierzchni 10 hektarów, z krystalicznie czystą wodą, położone w centralnej części parku. Na północnym i wschodnim brzegu jeziora są zlokalizowane plaże, jest to popularne miejsce rekreacji okolicznych mieszkańców. Południowe i zachodnie brzegi Riemer See mają dziki charakter, są porośnięte trzcinowiskami i inną naturalną roślinnością i podlegają ochronie. Jezioro jest zarybione – jest tu dużo pięknych okazów karpi i innych ryb.

Połączenie lotniczych tradycji z przyrodą i rekreacją

Riemer Park jest świetnym przykładem dla konserwatorów zabytków w Polsce, a także architektów krajobrazu, urbanistów i władz samorządowych, którzy stoją przed wyzwaniem zachowania przed zabudową historycznych lotnisk w formie parku nawiązującego do lotniczych tradycji danego miejsca, a zarazem pełniącego funkcje przyrodnicze i rekreacyjne. Dawne lotniska to przede wszystkim ogromne niezabudowane, ale też niezadrzewione przestrzenie – łąka, pas startowy, drogi kołowania. Na ile historyczną przestrzeń można modyfikować, by zachować tradycję i nawiązać do lotniczej przeszłości danego miejsca? Czy w ogóle można dopuszczać jakieś modyfikacje takie jak drzewa, punkty widokowe, infrastrukturę parkową?

Przykład Riemer Parku pokazuje, że takie modyfikacje jak najbardziej są możliwe. Park na dawnym lotnisku nie musi oznaczać pozostawienia pola wzlotów w niezmienionym stanie. Lotniczy charakter miejsca został zachowany i podkreślony poprzez osie widokowe, wrażenie ogromnych otwartych przestrzeni i układ alejek, nawiązujący do rozkładu dawnego pasa startowego i dróg kołowania. Do tego wszystkiego dodano nowe elementy, takie jak wspomniane już jezioro, dwie dość spore sztuczne górki widokowe (to zresztą typowe dla monachijskich parków), a także… lasy. To bardzo ciekawe i godne naśladowania rozwiązanie: Riemer Park ma formę ogromnej łąki, na której celowo nie zasadzono zbyt wiele pojedynczo rosnących drzew – a także kilkunastu gęstych kompleksów leśnych pośrodku niej. Drzewa są też posadzone wzdłuż niektórych alejek – ale nie rosną w sposób typowy dla zwykłych parków. Jest las, zagajnik – i otwarta niezadrzewiona przestrzeń. Pomiędzy tym wszyskim – alejki, place zabaw, ławki, siłownie na wolnym powietrzu. Na wschodnim krańcu parku – wspomniane już górki, z których można podziwiać bezkres tej lotniczej przestrzeni, a także panoramę Monachium i górujących na południu Alp. Świetne rozwiązanie, do wykorzystania również w Polsce.

Parki powyżej 100 ha są standardem wszędzie poza Polską

Nieco inny charakter ma Landschaftspark Hachinger Tal na południu Monachium, czyli kolejny duży park uworzony w miejscu historycznego lotniska. Ma on powierzchnię 126 hektarów (dla porównania: największy w Krakowie Park Lotników ma zaledwie 43 ha) i jest przekształcony w mniejszym stopniu, niż Riemer Park – choć i tu zastosowano sztuczne modyfikacje. Podczas gdy centralną częścią Riemer Parku jest jezioro i dwie główne aleje, park Hachinger Tal to zachowany bez zmian pas startowy i ogromna, niezabudowana łąka wokół niego. Tu również wartością podlegającą ochronie i zachowaniu dla przyszłych pokoleń nie są budynki ani roślinność, ale niezabudowane, bezkresne przestrzenie i stworzony w oparciu o nie krajobraz kulturowy. Są też sztuczne elementy: skatepark na pasie startowym, górki widokowe po obu stronach pasa, a nawet… położony na skraju pola wzlotów nowy cmentarz, o parkowym charakterze, zaskakująco dobrze wpisujący się w kontekst okolicy.

Monachium ma powierzchnię 310,4 km kwadratowych, czyli mniej, niż Kraków (327 km2). Jednak w odróżnieniu od Krakowa, nikt tu nie mówi, że w mieście jest „za dużo zieleni” i że duże parki to fanaberia.

W polskich miastach jest zaledwie kilka godnych uwagi dużych parków, czyli takich, których powierzchnia przekracza 100 hektarów. Największym jest Park Śląski w Chorzowie (620 ha), do najbardziej znanych należy też Park Szczytnicki we Wrocławiu (100 ha). Jednak pod względem powierzchni terenów zielonych polskie metropolie są daleko w tyle za dużymi miastami Europy Zachodniej i USA, gdzie parki powyżej 100 ha są oczywistością. Nie stoi to w sprzeczności z rozwojem metropolii i jej wielkomiejskim charakerem – przeciwnie, tę wielkomiejskość osiąga się nie rezygnacją z wielkopowierzchniowej zieleni, ale m.in. wieżowcami, które pozwalają na skoncentrowanie powierzchni użytkowej na małym obszarze i pozostawieniem w ten sposób miejsca dla dużej zieleni.

Klasycznym przykładem tego zachodniego modelu „duże parki w mieście wieżowców” jest oczywiście Nowy Jork, gdzie Central Park o powierzchni 341 hektarów sąsiaduje z dzielnicą wieżowców na Manhattanie. Ale podobny model funkcjonuje też w europejskich metropoliach, w których w odróżnieniu od Krakowa są wysokościowce. Przykładem jest park leśny Kralingse Bos w centrum Rotterdamu (200 ha), wiedeński park Prater dochodzący niemal do centrum miasa (600 ha), czy park Tempelhofer Feld na dawnym berlińskim lotnisku (303 ha). W samym Monachium znajdują się następujące parki o powierzchni powyżej 100 ha: Englischer Garten (375 ha), wspomniane już Riemer Park (133 ha) i Hachinger Tal (126 ha), Nymphenburger Schlosspark (180 ha). Jest też mnóstwo parków o powierzchni powyżej 50 ha, np. Park Zachodni (69 ha), Park Olimpijski (85 ha), Park Wschodni (56 ha) i inne.

Jak to wszystko się ma do krakowskiej zieleni? Największy park (Park Lotników Polskich) ma powierzchnię zaledwie 43 ha, za „duże parki” uchodzą te, które mają po 10 – 20 hektarów. Park Jordana (21 ha), będący jednym z większych parków w Krakowie, jest dziesięciokrotnie mniejszy od typowego dużego parku według standardów Europy Zachodniej. Mimo to, władze Krakowa uważają, że w mieście jest „za dużo zieleni” i sprzedają tereny zielone z których korzystają mieszkańcy (np. Srebrną Polanę), by za te pieniądze rewitalizować już istniejące małe parki (np. Park Jerzmanowskich lub Park Tysiąclecia) – jednak bez powiększania ich niewielkiej jak na europejskie standardy powierzchni. Jak to się ma do zachodnioeuropejskich wzorców, w tym Monachium, Wiednia, Rotterdamu czy Berlina – krakowscy urzędnicy niestety nie tłumaczą, zresztą nie mają oni w zwyczaju konsultować swoich zamierzeń z lokalną społecznością.

Jakub Łoginow