Smog pod Krakowem. Wójt Zielonek: chcemy wymieniać piece, nie mamy jak [ARTYKUŁ Z ROKU 2017 I WSPÓŁCZESNY KOMENTARZ]

Niedawno w małopolskich mediach było głośno o zapowiadanym przez Krakowski Alarm Smogowy pozwie wobec gmin okalających Kraków za zbyt wolne tempo wymiany pieców. Mimo likwidacji praktycznie wszystkich kotłów węglowych w Krakowie, smog z nami pozostał. Świat nie jest jednak czarno-biały, dlatego na czasie jest przypomnienie artykułu opublikowanego na ten temat w 2017 roku na nieistniejącym dziś portalu „Port Europa”, przedstawiającym stanowisko wójta Gminy Zielonki. Jak informuje wójt, Kraków miał środki na wymianę pieców, bo ma wiele fabryk, które płacą ustawowe opłaty za korzystanie ze środowiska (np. krakowska Huta), które miasto może wykorzystać tylko na działania na rzecz ochrony środowiska. „Zanieczyszczenia z krakowskiej Huty truły też gminy ościenne, ale opłaty trafiały tylko do Krakowa. U mnie z tytułu takich opłat jest może 10 tysięcy złotych rocznie, bo w gminach takich jak nasze fabryk tego typu nie ma” – tłumaczył wówczas wójt Bogusław Król.




Poniżej cały tekst, ale najpierw krótki komentarz. Mimo, iż od 2017 roku sytuacja i otoczenie prawne się w dużej mierze zmieniły, istota problemu pozostała – opisany przez wójta Zielonek mechanizm jak minimum tłumaczy niskie tempo wymiany pieców w latach poprzednich, a być może również obecnie. Mówiąc o smogu, nie można też pominąć zanieczyszczeń generowanych przez transport wskutek braku sprawnej sieci autobusów wojewódzkich i transgranicznych, o które od 2013 roku zabiega Inicjatywa obywatelska „Polska-Słowacja-autobusy”. Z niezrozumiałych dla autora przyczyn, problem poruszany od lat przez Inicjatywę obywatelską „Polska – Słowacja – autobusy” nie zyskuje szczególnej uwagi u środowisk zabiegających o czyste powietrze (mam na myśli zwłaszcza radnego Tomasza Urynowicza), mimo wielokrotnie wyrażanych próśb, by tę inicjatywę wesprzeć (nie finansowo, ale poprzez wsparcie medialne, poparcie naszych postulatów i akcentowanie również tych kwestii w działaniach na rzecz czystego powietrza). Raczej wynika to z niewiedzy, na pewno nie ze złej woli, ale efekt jest ten sam – tracimy szansę na częściową poprawę jakości powietrza dzięki wprowadzeniu w Małopolsce słowackich, austriackich, niemieckich i czeskich rozwiązań w zakresie transportu publicznego (autobusy regionalne i transgraniczne). Zamiast połączyć siły i działać wielotorowo, skupiamy się tylko na wycinku problemu zanieczyszczonego powietrza, zupełnie nie ruszając innych aspektów. Ale o tym na końcu, na razie zachęcam do lektury tekstu z 2017 roku.

Artykuł z roku 2017 – argumenty wójta Zielonek

Realizacja programu wymiany pieców w prawie wszystkich gminach podkrakowskich (z wyjątkiem Zabierzowa) praktycznie stoi w miejscu. Zlikwidować musimy kilkadziesiąt tysięcy „kopciuchów”, a tymczasem większości gminom udało się udzielić dotacji zaledwie na kilkanaście – kilkadziesiąt pieców rocznie. Jak się okazuje, problemem nie zawsze jest to, że samorządy zamiatają sprawę pod dywan. Przykład Zielonek pokazuje, że wymiana pieców mogłaby przyspieszyć, gdyby zmieniono zasady udzielania dotacji, brakuje jednak debaty publicznej w krakowskich mediach na ten temat.

O problemie braku postępów w walce ze smogiem rozmawiałem z wójtem gminy Zielonki, panem Bogusławem Królem oraz jego współpracowniczkami. Rozmowa trwała ponad dwie godziny. Ze względu na dużą ilość twardych danych, dokumentów czy nawet wzorów fizycznych, trudno byłoby ją spisać w formie wywiadu. Spróbuję w maksymalnie przystępnej formie opisać, na czym polega problem, przedstawiając tę sprawę z punktu widzenia Urzędu Gminy Zielonki.

Poniższy tekst należy rozumieć jako tekst publicystyczny, streszczenie stanowiska gminy. Ten tekst nie tylko może, ale nawet powinien stać się przedmiotem polemiki, służącej wypracowaniu optymalnego sposobu wyjścia z impasu. Bo zarówno Krakowski Alarm Smogowy, jak i wójt gminy Zielonki przyznają, że ten impas jest – wymiana pieców stoi i coś z tym trzeba zrobić. Wójt wytłumaczył (i przedstawione argumenty wydają mi się rozsądne), że większość problemów leży na zewnątrz i że warto aby Urząd Marszałkowski rozważył zmianę zasad. Z drugiej strony, aktywiści mają do wójta żal, dlaczego tych argumentów nie przedstawił wcześniej i odpowiednio ich nie nagłośnił, tak aby można było wytworzyć nacisk społeczny na usunięcie opisanych poniżej barier. Z kolei wójt ma żal do dziennikarzy, że często traktują sprawę smogu powierzchownie, nie poświęcając czasu na wnikliwy research.

Kraków ma łatwiej, bo korzysta z opłat i kar od trucicieli, z których może finansować wymianę pieców

Najważniejsza uwaga: wymiana pieców w Krakowie i w innych gminach odbywa się na zupełnie innych zasadach i jest finansowana z innych źródeł. W Krakowie finansowana jest w ramach PONE, czyli Programu Ograniczania Niskiej Emisji. PONE jest finansowanie głównie ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska (WFOŚ) i Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska (NFOŚ), ale wkład własny musi zapewnić gmina. Gminy (w tym Kraków) zapewniają ten wkład własny ze środków, uzyskiwanych z kar i opłat za korzystanie ze środowiska i jego zatruwanie. Czyli od fabryk. Kraków ma to „szczęście”, że na jego obszarze znajduje się m. in. Huta Sędzimira i inni „truciciele”. Jak zauważa wójt, emisja z huty truje nie tylko Kraków, ale też okoliczne gminy, ale to do Krakowa trafiają środki z tytułu kar i opłat. Tych środków jest na tyle dużo, że Kraków mógł sobie pozwolić na stworzenie nie tylko całkiem fajnego programu dopłat do wymiany pieców, ale też programu osłonowego na pokrycie wyższych kosztów ogrzewania, a nawet programu dopłat do termomodernizacji budynków (ruszy w przyszłym roku).

W Krakowie środki z tytułu opłat i kar za korzystanie ze środowiska są rzędu kilku milionów rocznie, a można je wykorzystać jedynie na działania związane z ochroną środowiska. W Gminie Zielonki są to kwoty około 10 tysięcy złotych rocznie, czyli nic. – Co ja z tego mogę zrobić? Sfinansować wymianę jednego czy dwóch pieców, tylko kogo wybrać? To już lepiej za te środki zrobić porządną kampanię informacyjną o smogu czy dofinansować kontrole palenisk, co też robimy – zauważa wójt Bogusław Król.

Rozwiązaniem być może mogłoby być przekazanie tych środków nie miastu Kraków, ale metropolii krakowskiej – tyle że ta nie działa na tyle dobrze, jakby mogła, co jest pokłosiem braku rozwiązań ustawowych odnośnie metropolii dla Krakowa.

Podsumowując, dzięki środkom z opłat i kar Kraków może sobie pozwolić na zrobienie bardziej ambitnego programu, a nawet na sfinansowanie wielu działań z własnego budżetu, nie oglądając się na środki zewnętrzne.

Tymczasem roczny budżet Gminy Zielonki na inwestycje wynosi zaledwie 10 milionów złotych, z czego trzeba też budować szkoły, drogi, chodniki itp. – Kraków dofinansuje termomodernizację budynków prywatnych dokładając każdemu 25 tysięcy złotych z własnego budżetu. Zastanówmy się, co by było, gdybyśmy również chcieli dofinansować z własnego budżetu termomodernizację, dając nie 25 tysięcy, ale tylko 10 tysięcy, co też nie załatwi spawy. Takich domów, które wymagają ocieplenia, jest w naszej gminie około tysiąca. Każdemu dajemy 10 tysięcy złotych i otrzymujemy kwotę 10 milionów złotych, którą musielibyśmy wydać na ten cel. A więc równowartość rocznego budżetu na inwestycje – tłumaczy wójt.

Ludzie chcą wymieniać piece, ale przeszkodą jest audyt energetyczny

Wobec powyższego Gmina Zielonki, podobnie jak inne gminy, musi opierać swoje działania na zewnętrznych środkach. Jednym z dostępnych programów, w ramach którego obecnie jest realizowana wymiana pieców, jest ZIT, czyli Zintegrowane Inwestycje Terytorialne.

Problem w tym, że kryteria przyznania dotacji z tego programu są delikatnie mówiąc absurdalne, mimo że oparte na dobrych chęciach i teoretycznie właściwych przesłankach.

Aby uzyskać dotację na wymianę pieca, mieszkaniec gminy podkrakowskiej musi najpierw przejść audyt energetyczny, który określi, jakie działania termomodernizacyjne należy wykonać, aby móc dostać dotację na wymianę pieca. Termomodernizacja – piękna rzecz i autor tych słów wielokrotnie nawoływał do tego, by szerzej wspierać mieszkańców w działaniach termomodernizacyjnych, również po to, by obniżyć rachunki za energię.

Tyle, że sytuacja w Zielonkach często wygląda następująco. Do urzędu zgłasza się właściciel nieocieplonego domu, który CHCE wymienić piec węglowy na gazowy, nawet jeśli rachunki za gaz miałyby być nieco wyższe niż za węgiel. Zresztą, jak twierdzi wójt, to mit że gaz jest droższy, gmina przeprowadziła akcję edukacyjną i polemizuje z tym przekonaniem. Na terenie gminy mieszka wiele nie biednych, choć też nie bogatych mieszkańców, którzy mogą sobie pozwolić na ogrzewanie domu gazem nawet bez przeprowadzenia termomodernizacji, a mają na tyle dużą świadomość ekologiczną, że chcą wymienić piec i sami się po to zgłaszają.

W Krakowie mówiąc w skrócie wygląda to tak: zgłaszasz chęć wymiany pieca – likwidujesz go – dostajesz kasę. Nikogo nie interesuje, czy ocieplisz dom, czy nie. Procedura jest relatywnie prosta.

W Zielonkach trzeba najpierw przejść wielomiesięczną uciążliwą procedurę audytu energetycznego (finansowanego przez samorząd), która określa, jakie działania musi najpierw mieszkaniec zrobić, by uzyskać dotację rzędu 5000 złotych na wymianę pieca. Często te wskazówki są dość wydumane. Wójt udostępnił mi do wglądu kilka dokumentacji takiego audytu (oczywiście bez danych osobowych), z których wynikało, że aby dostać 5000 zł na likwidację pieca, mieszkaniec musi najpierw wydać 28 000 zł na działania termomodernizacyjne, których nikt nie zrefunduje.

„Co pana wójta obchodzi, czy mi wzrosną koszty ogrzewania czy nie. Ja chcę po prostu dostać 5000 złotych na wymianę pieca, a jakie rachunki będę płacił po zamianie węgla na gaz, to moja prywatna sprawa” – komentują to mieszkańcy.

Audyt ma jeszcze kolejne wady. Na jego podstawie powstaje analiza zapotrzebowania na moc, która z reguły jest zaniżona. Mieszkaniec może w efekcie po wielomiesięcznej procedurze biurokratycznej uzyskać dotację na zainstalowanie pieca gazowego o niższej mocy, niż jest mu potrzebna dla normalnego funkcjonowania. Bo tak wynika z audytu, który jak wynika z rozmowy, często jest biurokratyczną fikcją.

Zlikwidować audyt – wymiana pieców przyspieszy

Jak przyspieszyć wymianę pieców w Gminie Zielonki? Wójt ma na ten temat wyrobioną opinię: pomogłoby zlikwidowanie wymogu audytu energetycznego. Audyt sam w sobie jest pozytywną sprawą, bo wskazuje, co warto zrobić w budynku, by energia nie była tracona. Pożądane jest też wsparcie publiczne (np. z urzędu marszałkowskiego czy budżetu centralnego) dla termomodernizacji budynków. Ale nie należy od tego uzależniać przyznania dotacji. Zwłaszcza, że w zamożniejszych gminach, takich jak Zielonki, Wielka Wieś czy Michałowice, mnóstwo ludzi po prostu chce szybko wymienić piec i dostać na to dotację na takich samych zasadach, jak to się dzieje w Krakowie.

Tak się jednak w ramach ZITów nie da i wynika to z zasad ustalonych przez wicemarszałka Wojciecha Kozaka (PSL), a konkretnie podległych mu pracowników. A te zasady z kolei są pochodną rządowego rozporządzenia. Tak więc marszałek Kozak też nie do końca może je zmieniać – i mamy klasyczne krakowskie „niedasie”: wszyscy chcą dobrze, a jednak nie wychodzi.

Oczywiście po zmianie tych zasad wymiana pieców ruszy tylko w odniesieniu do tych osób, które obecnie sami z siebie chcą to zrobić. Na koniec pozostaną truciciele, których nie stać na zmianę ogrzewania lub po prostu się tym nie przejmują, palą śmieciami itp. Jednak jak twierdzi wójt, byłoby dobrze, gdybyśmy w ogóle doszli do tego momentu. Na razie mamy problem odwrotny: są chętni na likwidację pieca, ale odstrasza ich zbyt skomplikowana i absurdalna procedura. Propozycja jest prosta: zróbmy w gminach podkrakowskich i pozostałych gminach małopolskich program oparty na takich zasadach, jakie obowiązują w Krakowie – i będzie efekt.

Co z tym fantem zrobimy?

Jak wspomniałem na wstępie, powyższy tekst jest tekstem publicystycznym, streszczającym w możliwie przystępny sposób w skrótowej formie stanowisko Gminy Zielonki. Dobrze byłoby poznać stanowisko rządu, marszałka Kozaka i aktywistów w tej sprawie. Może warto zmienić zasady zgodnie z sugestią wójta? Inaczej, jak widać, problemu nie rozwiążemy.

O sprawie rozmawiałem ze znajomym dziennikarzem, zajmującym się tematem smogu. „Dlaczego w takim razie wójt nie nagłośnił tych problemów wcześniej” – zapytał redaktor.

Osobiście uważam, że problemem jest właśnie to, że za mało o problemach gmin ościennych w Krakowie rozmawiamy. Dziennikarze krakowskich mediów bardzo rzadko fatygują się do sąsiednich gmin by przeprowadzić tam solidny research. Nic dziwnego – jest to związane z patologicznym modelem finansowania pracy dziennikarzy. Dziennikarz krakowskich mediów musi nierzadko napisać trzy teksty dziennie, inaczej go wyrzucą z pracy lub nie zarobi na życie, bo stawki wierszówki są minimalne. W takim tempie, gdzie na przygotowanie i napisanie artykułu są zaledwie trzy godziny, nie ma mowy o tym, by poważnie przygotować się do tematu.

Tak pracują dziennikarze etatowi. A freelancerzy? Sytuacja podobna: stawki honorariów autorskich za materiał prasowy są śmiesznie niskie, w krakowskich mediach lokalnych są one rzędu 50-100 złotych za artykuł. W porywach 200 złotych za duży tekst, co uchodzi za naprawdę dobrą stawkę.

Przygotowanie tekstu, który Państwo teraz czytają, zajęło mi kilkanaście godzin: wyjazd na kilka godzin do Zielonek, żmudne śledzenie literatury fachowej i aktów prawnych, wgłębianie się w specjalistyczną terminologię, którą jako tako rozumiem tylko dlatego, że mam wykształcenie techniczne. Dla humanisty to czarna magia. Gdybym chciał taką pracę wykonać jako zewnętrzny współpracownik któregoś z krakowskich mediów, za te 15 godzin pracy dostałbym wynagrodzenie (wierszówkę) rzędu 50, w porywach 200 złotych. Proszę sobie przeliczyć stawkę godzinową i łatwo wyjdzie, że jest ona niższa, niż u pracowników ochrony czy firm sprzątających, a konkretnie 3 – 13 złotych za godzinę (przy czym koszty dojazdu dziennikarz-freelancer musi ponieść samodzielnie).

To właśnie dlatego w krakowskiej prasie praktycznie nie przeczytają Państwo wnikliwych analiz problemu smogu w gminach podkrakowskich. Redaktorzy naczelni nie są gotowi rzetelnie za taką pracę swoim dziennikarzom zapłacić. Pozytywnym wyjątkiem jest tu Smoglab oraz Miesięcznik „Kraków”.

Przy takich stawkach jak obecnie, nie da się robić rzetelnego dziennikarstwa zwłaszcza w tak trudnym temacie, jak walka ze smogiem. A bez rzetelnego dziennikarstwa i dobrze opłacanych dziennikarzy, smogu niestety nie zwalczymy.

Komentarz z 2021 roku. Dlaczego w temacie smogu nie uczymy się od Słowacji?

Na tym artykuł z 2017 roku się skończył, a teraz kilka słów mojego komentarza napisanego pod koniec grudnia 2021 roku. Otóż do myślenia powinna dać nam często udostępniana mapa smogu, na której to Polska jest „czerwoną wyspą”, podczas gdy w Niemczech jest zielono, a w Czechach i na Słowacji smogu nie tyle że nie ma, ale jest w normie lub tylko lekko przekroczony.

Od 20 lat specjalizuję się zawodowo jako ekspert-analityk od Słowacji (dziennikarz słowackich mediów, tłumacz, dziennikarz polskich i ukraińskich mediów piszący o Słowacji, autor książek o Słowacji w Polsce oraz publikacji o Polsce na Słowacji). Małopolska ma tylko jednego zagranicznego sąsiada, jest nim Słowacja, która dostarcza pozytywne, wartościowe i inspirujące przykłady na to, jak walczyć ze smogiem i jak zorganizować transport publiczny poza miastami. Nie mogę wyjść z podziwu nad tym, jak bardzo ta wiedza o Słowacji i dobre słowackie wzorce są w stolicy Małopolski ignorowane, nie doceniane, tak jakby Kraków był pępkiem świata i jakąś ujmą dla nas Krakowian było kupienie sobie i przeczytanie książki o Słowacji i ich rozwiązaniach, wdrożenie tych dobrych wzorców, przedyskutowanie ich.

O ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć tę niechęć do zgłębiania wiedzy o słowackich rozwiązaniach transportowych i antysmogowych wśród skostniałej elity polityczno-urzędniczej, to przykro patrzeć na to, że podobne nastawienie jest również poza nią.

Także wśród większości dziennikarzy, aktywistów, radnych miasta Krakowa, radnych Sejmiku. Także tych progresywnych. Także, o czym piszę z bólem, klubu „Kraków dla Mieszkańców”, Platformy Obywatelskiej i krakowskich struktur Szymona Hołowni (m. in. Rafał Komarewicz).

„Podróże kształcą” – brzmi mądre przysłowie. Ale w tym przypadku nawet niepotrzebne są podróże, ale lektura polskojęzycznych publikacji o Słowacji, zgłębienie realiów jedynego zagranicznego sąsiada Małopolski. Kraków i krakowskie elity różnych opcji to przerasta – od Gibały przez PO i PiS do Majchrowskiego. Nie dziwmy się zatem, że jest smog i zostanie z nami na długo.

Jakub Łoginow